środa, 29 sierpnia 2018

Trening na siłowni – jak zacząć?

fot. Marzena Wielgosz

Ćwiczenia na siłowni to podstawa jeśli chcemy zbudować mięśnie. Dlatego oprócz zajęć typowo fitnessowych powinniśmy do naszego planu treningowego wdrożyć trening siłowy.
Kiedy nigdy nie byliśmy na siłowni i jesteśmy tam po raz pierwszy – wszystko wydaje się trudne, dziwne i właściwe nie wiadomo co robić. Czasami czujemy się nieswojo widząc tylu umięśnionych, wysportowanych ludzi. Wydaje nam się, że wszyscy patrzą się na nas jak na kosmitę. Oczywiście tak nie jest, gwarantuję Wam, że na siłowni każdy skoncentrowany jest na swoim treningu, no chyba że zdarzają się amatorzy oglądania naszych pośladków podczas wykonywania przysiadów ze sztangą - takich po prostu ignorujemy i robimy swoje.

Jak odnaleźć się na siłowni wśród tylu dziwnych maszyn i przyrządów? Przede wszystkim nie panikuj. Jeśli jesteś po raz pierwszy podejdź do trenera i poproś, aby pokazał Ci jak działają poszczególne maszyny, pytaj go o wszystko co Ci przyjdzie do głowy, pamiętaj, że nie ma głupich pytań, a wszyscy kiedyś zaczynali ćwiczyć i czuli się równie nieswojo jak Ty teraz. Trenerzy na siłowni to na ogół bardzo sympatyczne osoby, których praca polega właśnie na wyjaśnianiu takim osobom jak Ty co i jak działa. Jeśli masz partnera treningowego – to super, dobrze jest ćwiczyć z kimś, wówczas nawzajem możecie się motywować i wymieniać doświadczeniami.
Kilka pierwszych treningów na siłowni to krótkie treningi z minimalnym obciążeniem– raczej poznaj technikę poszczególnych ćwiczeń, próbuj wszystkiego, ale nie dokładaj sobie dużych ciężarów. Pamiętaj , że ćwicząc siłowo łatwo możesz nabawić się kontuzji więc na początek nie szarżuj, a postaw na prawidłowość wykonywanych ćwiczeń.
Jeśli masz już jakieś doświadczenie na siłowni to proponuję Ci mój trening ze sztangą i hantlami, do którego bardzo często wracam ponieważ uważam go za optymalny i rozwojowy.  Ten trening mogą robić naprawdę początkujące osoby. Czas trwania tego treningu to około 1,5 – 2 godziny, łącznie palimy podczas tego treningu około 600 - 700 kalorii:
Rozgrzewka:
- 4 km bieg na bieżni w tempie 8,5 km/h co kilometr możemy w ramach odpoczynku zejść do 6,5 km/h (na kilka minut).
Siłownia:
- Ćwiczenia na przywodziciele plus ćwiczenia odwodziciele nóg na maszynie z obciążeniem 20 kg - 3 serie po 25 powtórzeń. 
- Sztanga przysiady 15-20 kg - 3 serie po 15 powtórzeń
- Sztanga przysiady z wypadem w tył 10 kg - 3 serie po 15 powtórzeń na każdą stronę
- Sztanga 20 kg martwy ciąg - 3 serie po 12 powtórzeń
- Hip Thrusty na macie lub na stepie z hantlem lub sztangą 10-15  kg - 3 x 20 powtórzeń
- Sztanga 10 kg – wyciskanie klasyczne na klatkę w leżeniu na ławeczce lub stepie - 3 x 20 powtórzeń
- Sztanga 10 kg – wyciskanie francuskie - 3 x 15 powtórzeń
- Rozpiętki hantle 4 kg - 3 x 12 powtórzeń
- Tricepsy hantel 5 - 6 kg uginamy ponad głową - 3 x 12 powtórzeń 
- Brzuszki w leżeniu na macie z hantlem 3 kg - na prosty, na skośne - 3 x 15 powtórzeń
- Brzuch dolny wzniosy nóg - 3 x 15 powtórzeń 
- Plus rozciąganie i rolowanie  

czwartek, 23 sierpnia 2018

Szkolne nie - ćwiczenie

fot. Marzena Wielgosz

Bardzo dobrze pamiętam lekcje wf-u w szkole, zawsze wyglądały tak samo: bieg na około boiska, gra w koszykówkę lub siatkówkę. Nic poza tym. Było to lata temu, ale od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Lekcje wf-u w szkołach nadal są nudne i nic nie wnoszą do kultury fizycznej młodych ludzi.
WF-y to było idealne "okienko" kiedy odrabialiśmy lekcje, rozmawialiśmy lub zwyczajnie urywaliśmy się do domu. Wszystko - tylko nie ćwiczenia. Standardowe cztery godziny wf-u w szkole tygodniowo to czas kiedy można zaszczepić w młodym człowieku umiłowanie do sportu. Czy jednak uczeń będzie ćwiczył z przyjemnością na nudnych jak flaki z olejem zajęciach? Nie. Na takich zajęciach tylko zrazi się do sportu, bo ileż czasu można grać w tego kosza czy biegać na 800 m. Osobiście nie lubię koszykówki, a w siatkówkę gram sporadycznie. Lubię biegać, ale nie kręci mnie zasuwanie na czas naokoło boiska. To jest po prostu nudne. Wf-y zwykle traktowałam tak jak większość osób- byle zaliczyć.
Gdyby jednak wprowadzić reformę zajęć wf-u w szkołach czy nasze społeczeństwo nie byłoby bardziej wysportowane, szczupłe i szczęśliwe? Wszyscy wiemy, że aktywność fizyczna to podstawa w przeciwdziałaniu nie tylko nadwadze, ale wielu innym schorzeniom. Obecnie mamy do czynienia z ogromną plagą nadwagi wywołaną właśnie brakiem aktywności fizycznej i złą dietą. Już uczniowie w podstawówce są otyli. Dlaczego? To bardzo proste, robią to co najbardziej lubią - siedzą przed komputerem i grają, spotykają się z kolegami wirtualnie, na Messengarze, na Facebooku. Za moich czasów szaleliśmy na podwórku, jeździliśmy na rowerach, robiliśmy fikołki na trzepaku czy graliśmy w piłkę. Teraz młodzi ludzie spotykają się co najwyżej w Mc Donaldzie na hamburgerze. Dokąd ich to zaprowadzi? Napewno nie do zdrowia w dorosłym życiu. Dlaczego nikt nie próbuje zaszczepić w młodych ludziach zamiłowania do sportu w szkole? Dlaczego zajęcia wf-u od wielu lat są tak jednostajne?
Uczeń powinien mieć wybór. Jeśli chce grać w kosza - proszę bardzo, powinna być szkolna drużyna koszykówki, siatkówki. W drużynie zaliczany byłby wf. Dwóch, trzech profesjonalnych trenerów. Do tego każda szkoła powinna być wyposażona w salę fitness ze sprzętem treningowym typu duże piłki Fit Ball, hantle (od 0,5 do 2,5 kg), lekkie - z tworzywa sztucznego sztangi do fitnessu (z talerzami od 1,25 do 10 kg), taśmy do stretchingu, klocki do jogi. Ktoś lubi pływać? Ekstra - wf można zaliczyć na pobliskim basenie, w dowolnie wybranym czasie. Uczeń w liceum czy gimnazjum powinien posmakować różnych rodzajów sportu, fitnessu, tak aby aktywność fizyczna stała się jego codziennością. Szkoły zreformowały sklepiki szkolne, dlaczego nikt nie pomyślał o reformie wf-ów? Czy już zawsze uczniowie będą skazani na odwieczne bieganie naokoło boiska? Powinniśmy chować społeczeństwo zdrowe, silne i aktywne. Zapobiegać chorobom wynikającym z braku aktywności. Aktywni młodzi ludzie to później sprawni emeryci. Mniej chorych emerytów to ogromna oszczędność dla państwa. Walczmy więc o lepszą jakość zajęć wf-u w szkołach. 

Padnij – powstań czyli ćwiczymy Tabatę

fot. Marzena Wielgosz

Marzysz o treningu, który wzmocni Twoje ciało, poprawi kondycję i spali tkankę tłuszczową? Wybierz Tabatę. Jest to czterominutowy trening interwałowy o bardzo wysokiej intensywności. Podczas tych kilku minut naprzemiennie ćwiczymy przez 20 sekund na 100 proc. swoich możliwości, a kolejne 10 sekund wykonujemy marsz lub trucht w miejscu. Jedna Tabata to 8 takich rund.

Tabatę opracował japoński naukowiec dr Izumi Tabata w 1996 roku. Współpracował on ze sportowcami przygotowującymi się do olimpiady. Postanowił sprawdzić na ile jego metoda jest efektywna i skuteczna. Wykonał próbę na dwóch grupach. Jedna grupa przez 6 tygodni 5 razy w tygodniu ćwiczyła Tabatę, a druga w tym czasie wykonywała godzinne treningi aerobowe. Okazało się że wydolność  tlenowa osób ćwiczących Tabatę jest znacznie lepsza niż tych ćwiczących klasyczne ćwiczenia aerobowe.
Jak wykonywać Tabatę? Są to proste ćwiczenia, które wykonujemy przez 20 sekund w jak najszybszym tempie. Mogą być to np. przeskoki z przysiadami na stepie, szybkie pompki, bieg bokserski w miejscu, skakanka, zwykłe przysiady, brzuszki czy klasyczne burpees. Rodzajów ćwiczeń jest mnóstwo, a łączy je jedno – wykonujemy je na maksimum naszych możliwości. Podczas tych 20 sekund mocno rośnie nam tętno, organizm podejmuje ogromny wysiłek, aby podołać zadaniu. Po 20 sekundach następuje 10 sekundowa przerwa – ale podczas tego czasu nie siedzimy, a podtrzymujemy wysiłek przy zachowaniu mniejszego pulsu – można wówczas maszerować lub truchtać w miejscu.
Cały trening Tabaty dobrze jest wykonywać przez minimum 45 minut robiąc serie Tabat na różne partie ciała: najpierw cardio, potem pośladki, nogi, ramiona, klatka piersiowa i brzuch. Trening kończymy sesją rozciągającą.
Jaki jest cel takich ćwiczeń? Trening ten przede wszystkim ma za zadanie poprawienie wydolności organizmu, spalenie kalorii jest  jego ubocznym efektem. Po treningu, kiedy organizm chce wrócić do równowagi wykorzystuje energię z tkanki tłuszczowej, a nie pali mięśni. Dlatego jeszcze na długo po Tabacie zachowujemy podwyższony metabolizm i spalamy kalorie. Optymalnie Tabatę warto wykonywać 3 razy w tygodniu. Pamiętajmy jednak , że w dniu Tabaty nie ćwiczymy już nic innego. Trening ten jest na tyle intensywny, że nie warto przeciążać ciała innymi ćwiczeniami.
Podsumowując Tabata to: mocne spalanie kalorii, poprawa kondycji, wzmocnienie ciała i spalanie tkanki tłuszczowej. Czy można chcieć więcej?

środa, 22 sierpnia 2018

Jak nie dać się wykorzystywać i pozostać miłym


„Miłym?...” to pierwsze słowo kolegi przy którym głośno przeczytałam tytuł tego tekstu. No tak - mówię - chyba chodzi o to żeby być miłym? „Miły to może być kotek albo puszysty królik, ale te urocze zwierzątka raczej nic nie wniosą do Twojego życia, hello - obudź się dziewczyno”. I w tym oto momencie poczułam się jakby ktoś mocno walnął mnie w głowę.
Zastanówmy się ilu wokół nas jest ludzi. Nasi najbliżsi, rodzina, przyjaciele, współpracownicy, dobrzy znajomi i ci trochę dalsi. Czy jednak myśląc o otaczających nas ludziach w kategorii bliskości możemy pokusić się na przyzwolenie - ci mogą mi wchodzić na głowę, a ci nie. Ile jest takich związków gdzie najbliższy partner w imię miłości i ślubnego zobowiązania egoistycznie wymaga od nas tego czy tamtego, „nie potrenujesz bo: first - masz do zrobienia obiad, second - otacza Cię kochająca rodzina i z nią powinnaś spędzać czas a nie na jakiś wygibasach z You Tubem, po co Ci to, i tak to nic nie da” albo „czy Ciebie wogóle coś obchodzi poza Tobą, dom rodzina?”. Brzmi znajomo? Co robisz Ty, przecież nie jesteś tą najgorszą, egoistyczną, złą żoną i matką, rzucasz swoje pasje i podajesz mężowi ciepłe kapcie. Cel osiągnięty. Inna sytuacja - choć ten sam mechanizm. Jesteś w pracy, słyszysz zewsząd „kochana, pomóż mi w tym zadaniu”, szef mówi do Ciebie „jesteś taka nieoceniona, zrób jeszcze to”, „musisz zrobić ten projekt - nikt inny nie da sobie rady tak jak Ty”. I godzisz się, a potem siedzisz po godzinach z nie zrobionymi swoimi obowiązkami, bo przecież jak matka Teresa pomagałaś wszystkim naokoło. Czy ktoś Cię w tym wszystkim doceni? Na ogół ludzie zapominają o Tobie jak tylko osiągną swój cel, więc nie licz na poematy i pieśni pochwalne na Twoją cześć. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że to już nie jest Twoje życie, że to nie jesteś Ty, a jakiś robot stworzony na potrzeby innych. Czas powiedzieć NIE. 
Asertywność to cecha, którą warto w sobie pielęgnować. Jeśli nie potrafisz nauczyć się od razu zacząć odmawiać i stawiać warunki to spróbuj to robić małymi kroczkami, codziennie dalej. Nie ukrywajmy - żyjemy w świecie gdzie otaczają nas lwy, tygrysy i niedźwiedzie a nie puchate kotki - lekko nie będzie. Szanuj swój czas i siebie, doceniaj się - jeśli Ty tego nie zrobisz to inni tymbardziej nie. Wiem, że masz obawy i to jest trudne dla Ciebie. Ale warto się przełamać, bo w konsekwencji asertywność pomoże Ci zajść dalej i bez zbędnego balastu. Pomyślmy z czego wynikają nasze obawy. Po drugiej stronie jest osoba, która nie krępuje się mieć w stosunku do ciebie prośby, oczekiwania czy nawet żądania. Dlaczego Ty masz nie grać tymi samymi kartami. Formułuj swoje oczekiwania. „Tak, zrobię to dla Ciebie, ale warunek jest taki i taki”. Lub po prostu „nie, nie mam ochoty” - bez tłumaczenia. Podobno tłumaczą się winni, Ty nie jesteś winna, że czegoś nie chcesz, to jest Twój wybór i amen. Zrób to z uśmiechem na ustach, miło i kulturalnie. Pozostań uroczą osobą, ale miej swoje zdanie. 
Co się stanie kiedy powiesz nie i postawisz swoje warunki. Nie oszukujmy się- napewno stracisz kilku „znajomych” czy „przyjaciół”, okażesz się być wredną suką, będą gadać i wieszać na Tobie najgorsze epitety. Cóż...czy warto się przejmować ludźmi, którzy byli z Tobą tylko dlatego, że mieli z tego korzyść? Będą też tacy co nie odpuszczą, będą starać się złamać Ciebie, pochlebstwem lub obelgą, próbą zjednania sobie grupy osób przeciwko Tobie. Ty jednak nigdy nie trać zimnej krwi i zachowaj głowę, trzymaj się swojego planu, nie daj się. Nawet gdy odwróci się cały świat. Twoi prawdziwi przyjaciele zostaną, nawet jeśli to będzie garstka osób, resztę odsiejesz. Czasami warto zrobić sobie taki detoks, wybierać świadomie dobre osoby, eliminować - jak cukier - te złe. Kwestia wypracowania w sobie zdrowego egoizmu. Kiedy to się stanie zostaniesz Ty - oczyszczona, z Twoimi inspiracjami i planami, gotowa do działania. Realizuj je - to Twój priorytet, naucz się rozsądnie planować swój czas i zadania, a przede wszystkim formułować swoje tak i nie. Zrób to już dziś.


Jak naprawdę żyć fit? W zgodzie ze sobą!



Czy chodzi o bycie panią idealną z okładki gazety albo z reklamy telewizyjnej, która zawsze wszystko wie i ma najlepsze? Najlepsza figura, paznokcie, fryzjerzy i styliści? Chyba nie - tak sądzę :) osobiście wiodę moje szczęśliwe choć bardzo nieidealne życie, jest super choć z mężem nie przesyłamy sobie buziek i serduszek na fejsbuku, wystarczy że konkretnie sobie pomagamy i wspieramy się. Mój mąż nie jest też typem przystojnego amanta - ale jak ktoś mnie krzywdzi to potrafi stanąć skutecznie w mojej obronie i jeśli trzeba walczy dla mnie z całym światem. Nie wie co to Instagram, ale codziennie nosi zakupy ze sklepu i wozi mnie po treningach. Nie jeździmy najnowszym autem na najlepsze wycieczki po całym świecie a wysłużonym choć mieszczącym mnóstwo rzeczy Berlingo, który uwielbiam i to co najwyżej po Polsce, choć w tym roku raczej nigdzie. Nie mamy najdroższych ciuchów i sprzętu sportowego - tego najlepszego, najdroższego, ja zawsze poluję na wyprzedaże i liczę każdy grosz, ale mimo to zawsze jest wesoło na naszych starych rowerach i relaksujemy się czasem gdy jesteśmy razem. Po prostu. Nie jestem i nigdy nie chcę być „panią idealną” co wszystko najlepiej wie i wszystkich lubi strofować....

Daję z siebie wszystko na treningu, choć wiem że mistrzem fitnessu nie jestem, są lepsi, ale nie chcę się do nikogo porównywać tylko być sobą, działać sobie na moim nieidealnym poletku. Chcę przez to powiedzieć, że żyć fit to wcale nie znaczy idealnie, najdrożej i najlepiej, z pupą jak u Jennifer Lopez i talią jak u lalki Barbie z Kenem przy swoim boku, a wartości to nie te materialne i wizualne, to co trwałe i dobre nie jest często widoczne dla oczu, jest w naszych sercach, pasji, zapale. Jeśli więc ktoś ma obawy, że jest niewystarczająco dobry ze względu na swoje ciało, sposób ubierania się, sposób bycia czy stan materialny to niech porzuci takie myślenie. To co cenne jest w nas, uczynkach wobec innych, w tym jak o siebie walczymy, jaki mamy nasz własny sposób na siebie, nie idealnie taki jak w najnowszej książce o fitnessie. Nie musisz mieć butów z najnowszej kolekcji Nike za kilka setek, żeby dobrze zrobić trening. Ani roweru rodem z peletonu kolarskiego żeby spalić kalorie na treningu. Często ci najbardziej idealni w realu są od ideału dalecy, warto to wiedzieć i po prostu robić swoje najlepiej jak umiemy w takich warunkach jakie mamy. Z głową dumnie podniesioną i z wiarą przede wszystkim w siebie :))

Nie upraszczaj sobie życia


Zwykle dążymy do tego, żeby było nam wygodnie. W autobusie szukamy wolnego miejsca siedzącego, wjeżdżamy na drugie piętro windą zamiast wchodzić po schodach, wszędzie podjeżdżamy autem, żyjemy szybko, upraszczamy sobie codzienne czynności. Warto jednak zmienić ten sposób myślenia i wyjść ze swojej strefy komfortu. Wysiąść przystanek wcześniej, zamiast jechać samochodem przejść się na spacer. W weekend zamiast siedzieć z herbatą przed telewizorem pojeździć rowerem z najbliższymi. To naprawdę super spędzony czas, palimy kalorie a humory zawsze dopisują. Rower jest dla mnie wyzwaniem ponieważ nie jeździłam na nim wiele lat. W zasadzie uczyłam się na nim jeździć od początku. Dlatego trzymam kciuki za wszystkich, którzy mają swoje własne wyzwania, nie ważne czy jest to związane ze sportem, pracą zawodową czy życiem osobistym. Każde wyzwanie to ogromna odwaga, walka ze sobą i podejmowanie ryzyka. Mimo upadków i słabości warto jednak walczyć, dążyć do bycia coraz lepszym, wyznaczać sobie cele i realizować je. Lub mówiąc po prostu - spełniać marzenia...bo nic samo do nas nie przyjdzie, na wszystko musimy sobie sami zapracować, upadając i podnosząc się. 

Samotne życie fit kobiety


Ostatnio mieszkam sama. Nie rozstałam się z mężem, ani nikt się nie wyprowadził, po prostu mąż jest na szkoleniach a ja wiodę życie słomianej wdowy. Nic wielkiego, znajoma nawet pokusiła się o stwierdzenie, że to komfortowa sytuacja, bo w takiej samotni człowiek w końcu ma czas dla siebie. Czy ma rację?
Osobiście nigdy w życiu nie mieszkałam sama dłużej niż dwa-trzy dni więc dla mnie jest to sytuacja nowa i dość dziwaczna.
Życie samotnej kobiety ma swoje plusy i minusy. Z pewnością na duży plus zasługuje fakt, że gdy wracam do domu moja książka leży tam gdzie ją zostawiłam, nikt nie przełożył ulubionego kubeczka do herbaty a w zlewie nie zastaję sterty nieumytych naczyń. Moje posiłki są dokładnie takie jak lubię, nie zwracam uwagi na to, że ktoś nie lubi fit szakszuki bądź ciasta czekoladowego z fasoli. Nie uśmiecha się też do mnie żadne ptasie mleczko w lodówce, które kupił mąż. Mogę za to cały wieczór trenować w klubie fitness bez obaw, że ktoś na mnie czeka i muszę się spieszyć. 
W moim przypadku na minusie jest jazda na rowerze. Gdy jestem sama nie mam z kim jeździć, a niestety jeśli chodzi o umiejętności rowerowe to daleko mi do Szurkowskiego czy nawet do ośmioletniego chłopca co po podwórku zasuwa na rowerze lepiej niż ja. Ja muszę jechać za kimś, żeby się nie wywalić, nikogo nie przejechać czy nie wywołać karambolu jak w filmie sensacyjnym z pościgami.

Niewątpliwym i ogromnym minusem są próby poradzenia sobie z owadami wszelkiej maści, które stadnie włażą mi przez balkon do mieszkania, akurat wtedy jak męża nie ma. Dla przykładu. Czy wiesz co to za uczucie kiedy wstajesz rano, jeszcze na wpół śpiąca wchodzisz pod prysznic a tam ogromny pająk? Wybudzenie gwarantowane, ale co dalej? Pacnięcie go kapciem byłoby dla mnie zbyt traumatyczne, utopienie pod strumieniem wody zbyt banalne - więc pozwalam mu uciec. Zyskuję tym samym w domu nowego, niekoniecznie mile widzianego lokatora. To straszne, bo ów pająk może czychać wszędzie i objawić się w najmniej spodziewanym momencie. Wracając do sytuacji pod prysznicem, samotność w tym przypadku to plus, nie przejmujesz się, że ktoś czeka na łazienkę i pogania Cię pomiędzy wcieraniem wyszczuplającego balsamu do ciała a spłukiwaniem odżywki do włosów.  Podśpiewując romantyczne piosenki możesz przechadzać się tanecznym krokiem po całym domu z ręcznikiem lub bez i nikogo nie gorszysz swoim widokiem. Największym jednak minusem dla mnie są wieczory, gdy wszystko cichnie, robi się ciemno na dworze, a w moim mieszkaniu rodzi się upiorna cisza. Wówczas kombinuję jak nie popaść w melancholię, nakładam maseczkę na twarz, włączam starą, polską komedię, telefonuję do koleżanki lub czytam wszystko co nie jest thillerem lub horrorem, żeby nie bać się potem w nocy. Życie samotnej kobiety nie jest łatwe, na szczęście u mnie to tylko kilkutygodniowe doświadczenie. Staram się więc ten czas wykorzystać maksymalnie na plus, skupiam się na treningach i zdrowym odżywianiu. Jeśli schudnę to nie ze zgryzoty czy tęsknoty, a z mocno fitnessowego życia jakie sobie w tym czasie funduję. Gdy tylko nauczymy się minusy obracać w żart i bardziej doceniać nasze życiowe plusy to egzystencja nasza staje się znośna a nawet całkiem przyzwoita. I wówczas nic nie jest w stanie nas złamać. Nawet samotność. 

Trening z piłką Fit Ball wzmacniający mięśnie brzucha


Torba treningowa

Fot. Marzena Wielgosz

Torba treningowa- to poważne, lub lepsze słowo - ciężkie zagadnienie. Dla tych co nie ćwiczą w domu wyprawa do klubu często wygląda jak te na Everest. Ja z moim wiernym plecakiem codziennie przed treningiem podróżuję najpierw do pracy, jest to mój bagaż który noszę razem z torebką. Wiem, że wyglądam jak przybysz z kosmosu, ale wszystko co noszę w moim plecaku jest mi potrzebne. W plecaku mam mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim jedzenie do pracy, które mam w specjalnym chłodzącym pojemniku (w pracy nie mamy lodówki ) do tego butelka ze świeżo wyciskany sokiem lub koktajlem warzywnym, shaker z jogurtem naturalnym z owocami, woda z imbirem. Poza tym są tu rzeczy na trening, buty, strój sportowy, ręcznik plus ręcznik pod prysznic. Jeśli mam dwa treningi - rozciąganie i tańce - zabieram kieckę i specjalne spodenki pod nią coby można było porozciągać na leżąco nogi bez wątpliwych efektów wizualnych. No i kosmetyki: chusteczki z płynem micelarnym - uważam że są najwygodniejsze do zmywania makijażu twarzy, szczotka do włosów, żel pod prysznic, lekki balsam, bielizna na zmianę. Ciężar dźwigam spory, ale daję radę - dzięki treningom nawet duży ciężar jest dla mnie błahostką :)) Plecak nie zawsze pasuje mi do stroju do pracy, ale trudno, coś za coś, ostatecznie widuję czasami eleganckie kobitki jadące na rowerach więc wypchany po brzegi plecak też nie jest jakimś gorszącym widokiem. Prosto po pracy jadę na trening i inaczej nie wykombinuję....

Dieta



Dieta...często kojarzy nam się z odchudzaniem. Czy jednak jemy zdrowo tylko dlatego, aby schudnąć? Inaczej odżywiają się kulturyści, a inaczej osoby pragnące schudnąć, inaczej osoby chore na cukrzycę, tarczycę itd. Stare chińskie przysłowie mówi, że niezależnie kto był ojcem choroby, dieta była matką. Sposób odżywiania jest zatem kluczowy nie tylko w uzyskaniu wymarzonej sylwetki, ale przede wszystkim w leczeniu wszelkich schorzeń. Dlatego nie uogólniajmy, każdy z nas jest inny, a dieta dobra dla pani x może być niewłaściwa dla pani y. Kolejne słowo kojarzące się często z odchudzaniem to fitness. Tak, mnóstwo osób trenuje, aby schudnąć. I to jest super, ale prawdziwy fitness zaczyna się tam gdzie robimy to z pasji, dla przyjemności, a nie dla efektu schudnięcia. Wówczas piękna figura jest tylko skutkiem ubocznym naszej pasji. Dlatego pytania typu "co trenować żeby schudnąć z ud, pupy, brzucha" powinny zniknąć z ust osoby poważnie myślącej o fitnessie. Czy wyobrażacie sobie trenować, żeby odchudzić wyłącznie nogi czy pupę?? Czy trening mający na celu uzyskanie np wyłącznie szczupłych ud to jeszcze fitness? Trenujemy całe ciało, wzmacniamy nogi, pośladki, brzuch ale też ramiona i kręgosłup...pamiętamy o rozciąganiu i o poprawianiu kondycji. Znam mocno zbudowane osoby, z wielkimi bicepsami czy imponującymi pośladkami, u których kręgosłupy są jak niteczki, kompletnie zaniedbane, czy o to w tym wszystkich chodzi? Czy dziewczyna, która wpada na siłownię i dzień w dzień ćwiczy pupę uzyska zdrowe, ładne ciało? Pamiętajmy, trenujemy całe ciało, dla własnego zdrowia i bezpieczeństwa:)

Moje wrażenia po suplementacji kolagenem

fot.Marzena Wielgosz

Trzy miesiące temu postanowiłam rozpocząć  suplementację kolagenem. Mnóstwo osób zachwalało, a ja w tamtym czasie miałam problem z wypadaniem włosów, bólami kręgosłupa i ciągłym zmęczeniem - co oczywiście odbijało się na moim wyglądzie i wydolności na treningach. Pomyślałam, że warto spróbować. Minęły trzy miesiące,  więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami dotyczącymi suplementacji kolagenem.
Co to jest kolagen? To naturalnie występujące w naszym organizmie białko zwane „białkiem młodości”. Jest odpowiedzialne za zdrowie naszych kości i organów wewnętrznych oraz za jędrność i odżywienie skóry i włosów. Niestety z wiekiem naturalna produkcja kolagenu bardzo spada, co wpływa niekorzystnie na nasz organizm. Obserwujemy zmarszczki, cellulit, nasza skóra staje się wiotka, a włosy stają się słabsze i zaczynają wypadać.
Włókna kolagenowe występujące w naszym ciele są bardzo elastyczne, ale też są niezwykle wytrzymałe. Chronią narządy wewnętrzne tworząc wokół nich podtrzymującą je na miejscu warstwę ochronną. W układzie odpornościowym chronią nas przed drobnoustrojami, toksynami oraz komórkami rakowymi. Dzięki włóknom kolagenowym skóra ma zapewniona ciągłość odnowy, odpowiedni poziom nawilżenia, co sprawia że jest jędrna i sprężysta. Po 26 roku życia w naszym ciele zaczyna pojawiać się tendencja spadkowa – więcej komórek kolagenowych obumiera, a mniej jest produkowanych. Dodatkowo taki proces potęgują: stres, choroby, intensywny wysiłek fizyczny. Zaczynamy się starzeć.
Dlatego konieczna jest suplementacja kolagenem. Ja wybrałam kolagen „Class A Collagen Noble Health – skóra, włosy, paznokcie”. Jak zapewnia producent w składzie znajdziemy:
- kolagen klasy A z ryb morskich. Witamina C – wspierają prawidłową produkcję kolagenu w celu poprawnego funkcjonowania skóry, zapewniając jej m.in. zdrowy wygląd.
- Proantocyjanidyny z pestek winogron – wspomagają ogólny stan zdrowia i wygląd skóry.
- Witamina C i E – współdziałają w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym.
- Cynk – pomaga w prawidłowej syntezie białka, korzystnie wpływa na zdrowie włosów, skóry i paznokci.
- Biotyna, selen i cynk – pomagają zachować zdrowe i lśniące włosy.
Kolagen zażywałam codziennie zgodnie z zaleceniem producenta. Jakie zmiany zaszły w moim organizmie?
Przede wszystkim przestały wypadać włosy – w tej chwili nie wypadają praktycznie w ogóle, są zdrowe, błyszczące i odnoszę wrażenie, że również pojawiło się mnóstwo „baby hair”, a włos który odrasta od skóry jest gruby i zdrowy. Wyglądają po prostu świetnie.
Jako kobieta już nieco dojrzała powinnam mieć pierwsze zmarszczki i nieco zwiotczałą skórę. Tymczasem obserwuję, że policzki zrobiły się bardziej „wypełnione”, skóra jest sprężysta i nie borykam się z żadnymi niedoskonałościami. W zasadzie używam tylko kremu BB, żadnych ciężkich podkładów i korektorów. Cienie pod oczami zniknęły, a skóra pod oczami stała się grubsza jakby bardziej nawilżona. Ponieważ aktywnie uprawiam sport jestem narażona na różne kontuzje i takowe zdarzały się dość często:  bóle pleców, strzykanie w stawach – nie było to nic przyjemnego. Teraz nic mi nie strzyka, a plecy wcale nie bolą. Mogę bezproblemowo trenować.  Nie wiem czy jest to związane z suplementacją kolagenem – ale zniknęła moja wielomiesięczna kontuzja ścięgna pod mięśniem dwugłowym uda, której nabawiłam się wiosną robiąc szpagat. W tej chwili nic już nie boli podczas rozciągania, a ja mogę powrócić do treningów rozciągających. Nie choruję, nie kaszlę i nie kicham, zatem poprawiła się także moja odporność.
Czy warto zażywać kolagen? Tak. Mi pomógł i zamierzam kontynuować  kolagenową suplementację.

„Kup nasz produkt i schudnij w magiczny sposób”



Od pewnego czasu sieci społecznościowe, a zwłaszcza istniejące w nich grupy fitnessowe przeżywają falę natarcia firm i ich przedstawicieli oferujących cudownie odchudzające produkty: soki, tabletki, suplementy diety itd. "Tylko nasz produkt pozwoli Ci schudnąć", "Schudniesz w 7 dni" albo "Twoje życie zmieni się na lepsze". Ostatni argument jest bardzo mocny, bo kto nie chciałby zmienić swojego życia na lepsze i to w 7 dni? Nie musisz nad sobą pracować w pocie czoła, nie musisz nic - wystarczy że kupisz CUDOWNY PRODUKT. To takie proste, prawda?


Przedstawiciele tych "zmieniających życie firm" zapisują się do grup, atakują wiadomościami ich członków, wstawiają posty, zaprzyjaźniają się - wcale nie dlatego, że tak Was lubią, ale tylko po to, żeby wcisnąć Wam owe „cudowne produkty” - w zaufaniu i w ogromnej sympatii.... Grupa fitnessowa to dla nich idealne grono odbiorców – ale czy trafione? Czy nasi sympatyczni sprzedawcy zdają sobie sprawę, że członkowie takiej grupy to nie desperaci, którzy chcą schudnąć za wszelką cenę, ale mądre i świadome osoby, które wiedzą, że tylko zdrowe odżywianie i treningi są jedyną drogą do wymarzonej figury?

Cudowny produkt to tylko narzędzie, bo tak naprawdę chodzi o wielomilionowy biznes zrzeszający tysiące osób, z których każdy ma jedno zadanie - sprzedać. Niektórym wciskanie "cudownych produktów" idzie na tyle dobrze, że zostają "Diamentami" czy "Brylantami" - sieć ma swoje szczeble kariery brzmiące - cóż- bardzo zachęcająco... Za wszystkim stoi zysk. Nie łódź się, że ktoś chce Ci pomóc i odmieniać Twoje życie...nie ma takiej filantropii na świecie, a już napewno nie w biznesie.

Na czym więc polega cały ten interes? Chodzi o to, aby kupić za pokaźną sumę soki, tabletki i odżywki. Po zakupie stajemy się „Partnerami” danej firmy i mamy za zadanie promować i sprzedawać produkty dalej.  Dlaczego w taki sposób? Jakiś marketingowy guru wymyślił, że najlepsze efekty daje marketing szeptany, czyli coś zupełnie innego, a raczej bardziej obłudnego niż normalna, legalna reklama. Jeśli komuś powiemy „w zaufaniu”, że produkt jest świetny i że go polecamy wówczas reklama staje się bardziej wiarygodna, lepsze dotarcie równa się lepsza sprzedaż.  Nowinę o cudownym produkcie sprzedajemy dalej i interes się kręci.  Taki łańcuszek, a raczej sekta, bo chodzi tu głównie o wyłudzanie pieniędzy za wątpliwej jakości produkty, które oczywiście nie działają.

Na szczęście świadomość społeczeństwa nie jest najgorsza. Ludzie wiedzą, że nie ma soku czy odżywki, po której schudną w magiczny sposób.  Nie ma drogi na skróty. Chcesz schudnąć – musisz na to zapracować, na siłowni, we własnej kuchni – komponując posiłki tak, aby były jednocześnie zdrowe i dietetyczne. Zapewniam, że żaden cudowny specyfik nie jest Wam potrzebny. Wszystkie zdrowe produkty kupisz w sklepie czy na targu. Nie musisz wydawać fortuny na „magiczny sok”.  Większość osób, które zdecydowały się na zakup niestety nie jest zadowolona. Produkty są nie tylko nie smaczne, ale też nie spełniają swojego podstawowego zadania – czyli nie działają.  Czy nie lepiej zainwestować w nowy rower czy karnet do klubu fitness niż oczekiwać, że w cudowny sposób uda nam się schudnąć zażywając cudowny środek?  Dlatego przestrzegam przed przystępowaniem do takich „sekt”, lepiej kupić dobrej jakości produkty spożywcze i samemu przyrządzać soki, koktajle, na pewno lepiej wyjdzie Wam to na zdrowie i nie odchudzi…. Waszego portfela.

Chcesz być zdrowy? Pij wodę z cytryną!



Cytryna niepozorny, kwaśny w smaku owoc, który najczęściej dodajemy do herbaty jest prawdziwą skarbnicą witamin i minerałów. W 100 gramach cytryny znajdziemy tyko 28 kalorii, zero cholesterolu, za to mnóstwo składników odżywczych, takich jak: witaminy (C, B6, A, E, kwas foliowy, niacyna, tiamina, ryboflawina, kwas pantotenowy) i minerały (miedź, wapń, żelazo, magnez, potas, cynk, fosfor, białko).

Właściwości tego owocu są nieocenione dla organizmu. Jest doskonałym przeciwutleniaczem, pomaga zapobiegać wielu groźnym chorobom, np: cukrzyca, nadciśnienie, reumatyzm, artretyzm, choroby dziąseł, zapalenie stawów. Cytryna przeciwdziała zaparciom, otyłości, niestrawności. Obniża gorączkę i działa łagodząco w infekcjach gardła oraz poprawia stan skóry, włosów i zębów.
Może wyeliminować występowanie kamieni nerkowych poprzez utworzenie w moczu cytrynianu, który zapobiega tworzeniu się kryształów. Wspiera naturalnie układ odpornościowy naszego organizmu, oczyszcza układ pokarmowy oraz układ krwionośny. Pomaga w redukcji masy ciała i likwiduje wzdęcia.
Cytryna doskonale sprawdza się także w pielęgnacji włosów. Jako dodatek do mask, odżywek potęguje połysk na włosach, stosowana we wcierkach zapobiega wypadaniu włosów oraz skutecznie zwalcza łupież. Jest naturalnym „rozjaśniaczem”. Nasz cudowny owoc działa także dobroczynnie na skórę. Jako naturalny lek antyseptyczny może być z powodzeniem stosowana w przypadku oparzeń słonecznych czy ukąszenia owadów w celu złagodzenia bólu lub swędzenia. Może być stosowana do naturalnego rozjaśniania przebarwień, jest też doskonałym kosmetykiem antystarzeniowym redukującym zmarszczki. Cytryna jest także doskonałym kosmetykiem pielęgnującym stopy, bowiem zmiękcza i rozjaśnia naskórek.

Warto wyrobić w sobie nawyk picia wody z sokiem z cytryny codziennie po przebudzeniu. Do szklanki letniej wody wyciskamy pół cytryny i wypijamy. Tylko tyle wystarczy, aby wzmocnić nasze zdrowie i poprawić urodę. Pół godziny po wypiciu tego cytrynowego eliksiru można zjeść śniadanie.

Jakie korzyści osiągniemy pijąc codziennie rano wodę z cytryną? Przede wszystkim wzmocnimy nasz układ odpornościowy i dostarczymy organizmowi sporej dawki witaminy C.
Oczyścimy narządy wewnętrzne z toksyn, będzie to taka codzienna naturalna detoksykacja. Dzięki temu składniki odżywcze spożywane w ciągu dnia będą lepiej wchłaniać się do organizmu.
Zlikwidujemy chorobotwórcze bakterie i dostarczymy jelitom sporej dawki błonnika dzięki czemu wspomożemy trawienie i pracę układu pokarmowego. Sok z cytryny rozpuszcza kwas moczowy, więc dzięki regularnemu piciu wody z cytryną rano zniwelujemy ból stawów np. w kolanach. Zapobiegniemy dnie moczanowej, osteoporozie, kamieniom nerkowym.
Ponieważ cytryna ma mnóstwo żelaza i witaminy C – jest idealna przy anemii. Unormujemy ciśnienie krwi i poprawimy pracę żołądka i wątroby. Dzięki regularnemu piciu wody z cytryną będziemy szczuplejsi, będziemy mieć mniej zmarszczek, cera stanie się gładka, a włosy błyszczące. Zasadowy odczyn wody z cytryną pomoże w utrzymaniu odpowiedniego pH w organizmie. Uzupełnimy cenne sole mineralne, które tracimy zwłaszcza po wysiłku fizycznym. Cytryna to tani, łatwo dostępny naturalny lek na wiele dolegliwości. Warto więc pić codziennie rano wodę z sokiem z cytryny.

Dlaczego nie chudnę?


Dziś chciałam napisać kilka słów o efektach treningów. Stawiamy sobie cele „chciałabym być szczuplejsza”, „chciałabym nabrać masy” - to jest w porządku, postawiony cel i realizowany plan to podstawa naszej pracy nad sylwetką. Jeśli podejdziemy do sprawy rozsądnie  znając siebie, swoje uwarunkowania genetyczne  i możliwości - osiągniemy sukces. Czasami słyszę, że ktoś ćwiczy mnóstwo czasu, trzyma dietę, a nie ma efektów, że były na początku a potem wszystko się zatrzymało. Pomyślmy rozsądnie, czy nie spodziewamy się zbyt wiele po naszym organizmie ? Nasze geny pozwolą nam schudnąć do pewnego momentu, bez rujnowania sobie zdrowia, poziomu hormonów itd. Jeśli Twoja genetyka jest taka, że masz masywną budowę - czy staniesz się nagle modelką w rozmiarze 34? Nie, bo masz takie a nie inne ciało i zaakceptuj to, możesz schudnąć z ewentualnej nadwagi ale każde dalsze działanie to ingerencja w zdrowie organizmu. Dlatego tak często piszę o tym, aby pokochać swoje ciało. Nie wymagać od niego cudów. Czy zależy Ci na tym żeby mieć mega płaski brzuch, skórę i mięśnie, bez żadnej tkanki tłuszczowej? Jeśli tak to gratuluję , bo narażasz się na zaburzenia zdrowotne, rozwalasz sobie układ hormonalny, taka jest brutalna prawda. Nie oszukujmy się, ciało kobiety jest stworzone do rodzenia dzieci - taka jest natura i tego nie zmienisz. Do tego potrzebny jest odpowiedni poziom hormonów a co za tym idzie odpowiednia warstwa tkanki tłuszczowej, żeby w ciele naszym mogło rozwijać się nowe życie. Jeśli schudłaś trenując i trzymając zdrowe odżywianie do pewnego momentu, a dalej nie możesz - wyluzuj, skoncentruj się na rzeźbie, czerp przyjemność z aktywności - uwierz mi można, treningi to nie katorga i droga do odchudzania, a styl życia i kapitał na zdrową, sprawną starość. 

Chcemy jeść zdrowe, polskie produkty


Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie koleżanka, która prowadzi małe gospodarstwo rolne. Nic wielkiego: kilka krówek i innych zwierzątek gospodarczych, które są przecudowne, świetnie utrzymane, śliczne.  Każda krówka ma swoje imię, inne cechy charakteru. Wśród nich są całe rodziny, matki, córki. Mają swoje ulubione owoce i swoje przyzwyczajenia. Jedna z nich - Akrobatka została nawet maskotką naszej facebookowej grupy. Posiadanie własnych zwierząt gospodarczych  wiąże się z ogromną pracą od rana do wieczora. Oczywiście dzięki własnej hodowli mamy codziennie własne mleko, z którego możemy zrobić  twaróg, masło lub po prostu pić je ze smakiem.  Koleżanka mleko sprzedaje do mleczarni. Otrzymuje niestety  śmiesznie niską cenę za litr mleka.  W porównaniu z  tym co płacimy w sklepie za litr jej zarobek jest naprawdę symboliczny. Czy jednak mleko ze sklepowej półki można porównać do tego, które koleżanka sprzedaje do mleczarni? Nie. Przede wszystkim nie jest świeże. Ma dobrych kilka dni. Jest mocno rozwodnione i pełne różnych dodatków mających zapobiec przedwczesnemu zepsuciu. Z takiego mleka nie zrobimy zsiadłego, nie ubijemy masła. Jest bez smaku i pozbawione wartości odżywczych. Co ciekawe, mleko z jej małego gospodarstwa rolnego wcale nie idzie na polskie półki sklepowe, a trafia do sklepów niemieckich. Na naszych polskich półkach znajdziemy produkty z dużych mleczarni, gdzie krowy nie chodzą po trawce,  a karmione są paszą wątpliwego pochodzenia.  Pewnie też nie mają nawet własnych imion. Takie mleko to nie jest mleko a produkt mleko podobny. Takie mleko mocno uszlachetnione, nafaszerowane antybiotykami nie doda nam zdrowia, a co najwyżej wywoła w naszych organizmach groźne choroby. Nie chcemy kupować w polskich sklepach produktów kiepskich jakościowo. Chciałabym iść do sklepu i kupić mleko od naszej Akrobatki, krówki, którą znam i wiem że jest szczęśliwa.  Chciałabym rano na śniadanie przygotować twarożek z prawdziwego twarogu i prawdziwej śmietany, a nie jakiegoś produktu UHT. Czy chcąc zdrowo się odżywiać możemy tak naprawdę zaopatrywać się w polskich sklepach? Są jeszcze bazary gdzie czasami można kupić mleko od pani ze wsi w butelce po Fancie. Ale czy o to chodzi, żeby prawdziwe mleko kupować w takich warunkach? Produkty mleczne to tylko przykład. Robiąc weekendowe zakupy w supermarkecie zastanówmy się jakie jest pochodzenie tych truskawek czy pięknych, dorodnych pomidorków. W mieście ciężko jest nam posiadać własne uprawy i hodowle dlatego chcielibyśmy kupować zdrowe, pełne witamin produkty w dobrej cenie w sklepie osiedlowym. Czy jest to możliwe? Czy naprawdę możemy zdrowo się odżywiać  kupując w sklepie tą pierś z kurczaka czy ser biały? Jak to się stało, że w kraju, w którym rolnictwo było i może być na bardzo wysokim poziomie nie ma w sklepach prawdziwego mleka czy dobrej jakości mięsa? Co możemy zrobić, aby zmienić ten stan? Zastanówmy się co podajemy codziennie rano do jedzenia naszym dzieciom i wnukom. W naszych sklepach naprawdę jest ciężko o dobre produkty. Faszeruje się nas cukrem i konserwantami. Jak mamy być zdrowym i szczupłym społeczeństwem? 

Chcesz schudnąć - musisz uzbroić się w cierpliwość

fot.Marzena Wielgosz

Ciało nie zmienia się od razu, jak od dotknięcia czarodziejskiej różdżki, no chyba że zdecydujesz się na wizytę u chirurga plastycznego. Proces tycia i chudnięcia to w pewnym sensie przyzwyczajenie organizmu do określonego odżywiania i trybu aktywności fizycznej. To musi potrwać, bo organizm bywa uparty i nie chce na początku odpuścić. Z całej siły trzyma rezerwy tłuszczu na zapas i nie ma ochoty tych rezerw oddać. 
Odchudzanie wymaga czasu.

Jak go oszukać?
Możemy posunąć się do małego oszustwa, podsuwać organizmowi częste posiłki i niskim indeksie glikemicznym. W sieci znajdziesz mnóstwo Fit przepisów i wskazówek. Odchudzanie powinno być zmianą trybu odżywiania, a nie głodzeniem. Jeśli zdaży się, że zjesz za dużo nie przejmuj się, daj już spokój z tymi kaloriami! Po prostu kolejnego dnia zjesz mniej, nasz organizm na szczęście nie rozróżnia kiedy kończy a zaczyna się kolejna doba.

Musisz to polubić
Twoja droga do właściwego sposobu odżywiania może być długa i kręta. Ale warto szukać tej właściwej diety, którą polubisz. Przygotuj się na wzloty i upadki. To normalne. Pozwól też sobie od czasu do czasu na chill, nie odmawiaj sobie kawałka pizzy na spotkaniu w gronie przyjaciół, czy wspólnego wypadu do kawiarni z mężem. Zachowaj umiar, ścisły rygor nigdy nikomu nie wyszedł na dobre. Ważne, aby przede wszystkim czuć się szczęśliwym w swoim ciele.

Ideały nie istnieją

fot. Marzena Wielgosz
A jeśli tak to tylko w bajkach i naszej wyobraźni. Właściwie czym jest piękno? Czy chodzi o ekstra ciało, doskonałe wymiary, fejm, fajne, drogie ciuchy, perfumy i buty za kilka tysięcy? Instagram jest pełen ideałów - tych z długimi rzęsami, pięknymi pupami, wyglądającymi jak milion dolarów, wiodącymi swoje idealne życie z idealnymi partnerami i robiącymi wdzięczne dziubki do zdjęć na snapchacie.  Idealny świat pięknych ludzi i my w nim, z naszymi fałdkami i cellulitem, my z nie pomalowanymi paznokciami. My walczące w pocie czoła na siłowni, codziennie wciskające się w dżinsy. My które wychodzimy ze sklepu zawiedzione bo nie było dla nas rozmiaru. Kto jest ideałem - czy dziewczyna po kilku operacjach powiększania biustu, regularnie bywająca w salonach SPA na zabiegach, która ma kasę na wszystko, czy Ty - która masz rozstępy po dwóch porodach, która codziennie wstajesz raniutko i kładziesz się spać ostatnia, która liczysz każdy grosz, lecisz co rano do autobusu, która cały dzień biegasz za dziećmi, ale masz czas na chociaż kilkudziesięciominutowy trening? Ty - która nie zawsze masz czas pomalować paznokcie, a na manicure do salonu nie chodzisz, bo masz wyliczony każdy grosz? To pytanie retoryczne i prawie wszyscy znamy odpowiedź,  ale jak nas postrzegają inni? Czy będą śmiać się za plecami z nadwagi nie rozumiejąc „jak można było doprowadzić się do czegoś takiego”, porównując nas do tego czy innego „ideału”.
Słowo „ideał” kojarzy mi się źle, za to już „praca nad sobą” - dobrze. I nie dla poklasku, fejmu i „fejsbukowego” podziwu - a dla siebie. Piękni ludzie to ci, którzy codziennie toczą walkę z czasem,  walkę ze sobą o lepszą siebie, z każdą tabliczką czekolady - zjeść czy nie zjeść, walkę o lepszą wersję siebie. Nieważne ile kilogramów nadwagi masz, ważne jest to, że masz swój cel i się nie poddajesz. Wierzę i życzę wszystkim, żebyście nie byli idealni - a prawdziwi, żyli  w harmonii ze sobą, mieli dużo siły, kochali siebie takimi jacy aktualnie jesteście nawet gdy lustro śmieje Wam się w twarz,  kochali siebie za to jak pracujecie nad sobą. Chodzi o wysiłek i pracę - to jest piękno, a nie gotowy piękny „produkt”. 

Nie porównuj się

Czy istnieje coś takiego jak figura idealna? Stereotyp, który powoduje w nas zachwyt lub lekkie uczucie zazdrości.  Każdy jest inny, wi...