środa, 22 sierpnia 2018

Samotne życie fit kobiety


Ostatnio mieszkam sama. Nie rozstałam się z mężem, ani nikt się nie wyprowadził, po prostu mąż jest na szkoleniach a ja wiodę życie słomianej wdowy. Nic wielkiego, znajoma nawet pokusiła się o stwierdzenie, że to komfortowa sytuacja, bo w takiej samotni człowiek w końcu ma czas dla siebie. Czy ma rację?
Osobiście nigdy w życiu nie mieszkałam sama dłużej niż dwa-trzy dni więc dla mnie jest to sytuacja nowa i dość dziwaczna.
Życie samotnej kobiety ma swoje plusy i minusy. Z pewnością na duży plus zasługuje fakt, że gdy wracam do domu moja książka leży tam gdzie ją zostawiłam, nikt nie przełożył ulubionego kubeczka do herbaty a w zlewie nie zastaję sterty nieumytych naczyń. Moje posiłki są dokładnie takie jak lubię, nie zwracam uwagi na to, że ktoś nie lubi fit szakszuki bądź ciasta czekoladowego z fasoli. Nie uśmiecha się też do mnie żadne ptasie mleczko w lodówce, które kupił mąż. Mogę za to cały wieczór trenować w klubie fitness bez obaw, że ktoś na mnie czeka i muszę się spieszyć. 
W moim przypadku na minusie jest jazda na rowerze. Gdy jestem sama nie mam z kim jeździć, a niestety jeśli chodzi o umiejętności rowerowe to daleko mi do Szurkowskiego czy nawet do ośmioletniego chłopca co po podwórku zasuwa na rowerze lepiej niż ja. Ja muszę jechać za kimś, żeby się nie wywalić, nikogo nie przejechać czy nie wywołać karambolu jak w filmie sensacyjnym z pościgami.

Niewątpliwym i ogromnym minusem są próby poradzenia sobie z owadami wszelkiej maści, które stadnie włażą mi przez balkon do mieszkania, akurat wtedy jak męża nie ma. Dla przykładu. Czy wiesz co to za uczucie kiedy wstajesz rano, jeszcze na wpół śpiąca wchodzisz pod prysznic a tam ogromny pająk? Wybudzenie gwarantowane, ale co dalej? Pacnięcie go kapciem byłoby dla mnie zbyt traumatyczne, utopienie pod strumieniem wody zbyt banalne - więc pozwalam mu uciec. Zyskuję tym samym w domu nowego, niekoniecznie mile widzianego lokatora. To straszne, bo ów pająk może czychać wszędzie i objawić się w najmniej spodziewanym momencie. Wracając do sytuacji pod prysznicem, samotność w tym przypadku to plus, nie przejmujesz się, że ktoś czeka na łazienkę i pogania Cię pomiędzy wcieraniem wyszczuplającego balsamu do ciała a spłukiwaniem odżywki do włosów.  Podśpiewując romantyczne piosenki możesz przechadzać się tanecznym krokiem po całym domu z ręcznikiem lub bez i nikogo nie gorszysz swoim widokiem. Największym jednak minusem dla mnie są wieczory, gdy wszystko cichnie, robi się ciemno na dworze, a w moim mieszkaniu rodzi się upiorna cisza. Wówczas kombinuję jak nie popaść w melancholię, nakładam maseczkę na twarz, włączam starą, polską komedię, telefonuję do koleżanki lub czytam wszystko co nie jest thillerem lub horrorem, żeby nie bać się potem w nocy. Życie samotnej kobiety nie jest łatwe, na szczęście u mnie to tylko kilkutygodniowe doświadczenie. Staram się więc ten czas wykorzystać maksymalnie na plus, skupiam się na treningach i zdrowym odżywianiu. Jeśli schudnę to nie ze zgryzoty czy tęsknoty, a z mocno fitnessowego życia jakie sobie w tym czasie funduję. Gdy tylko nauczymy się minusy obracać w żart i bardziej doceniać nasze życiowe plusy to egzystencja nasza staje się znośna a nawet całkiem przyzwoita. I wówczas nic nie jest w stanie nas złamać. Nawet samotność. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie porównuj się

Czy istnieje coś takiego jak figura idealna? Stereotyp, który powoduje w nas zachwyt lub lekkie uczucie zazdrości.  Każdy jest inny, wi...